Nasze spotkania w 2009 roku
Przemyśl i okolice...
Wybraliśmy się tam 19 maja 2009 r. na całe 4 dni.
To była trudna wycieczka, bo trzeba było w ciągu jednego dnia dojechać nie tylko do Przemyśla, ale i dalej, czyli do Arłamowa, gdzie mieliśmy zamówione noclegi.
Wyruszyliśmy wczesnym rankiem i po przerwie na obiad w Rudniku nad Sanem po południu dojechaliśmy do Leżajska.
Zwiedziliśmy tam kościół p.w. Zwiastowania Najświętszej Panny Marii podniesiony do godności bazyliki mniejszej. Obecna świątynia pochodzi z lat 1618 - 28 i jest fundacją Łukasza Opalińskiego, późniejszego marszałka wielkiego koronnego, starosty leżajskiego i jego żony Anny z Pileckich. Wewnątrz znajduje się obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem uważany za cudowny oraz wspaniałe, bogato zdobione organy zaliczane do najcenniejszych w Polsce. Ich budowa trwała od końca XVII wieku do połowy XVIII wieku. Mieliśmy przez chwilę okazję wysłuchać fragmentu koncertu „na żywo”, niestety na dłuższy koncert nie było czasu.
Znajdujący się tuż obok zespół klasztorny otrzymał w kwietniu 2005 r. wpis na Listę Pomników Historii, co umożliwiło podjęcie starań o wpisanie zespołu klasztornego w Leżajsku na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO.
W Sieniawie obejrzeliśmy pałac zbudowany na początku XVIII w przez hetmana wielkiego koronnego Adama Mikołaja Sieniawskiego, który założył tu park i wybudował w latach 1718-1720 pomarańczarnię. Po przebudowie pomarańczarnię zaczęto nazywać od 1726 r. pałacem letnim. Do końca XVIII w. pałacyk był przebudowywany conajmniej trzykrotnie. Największe znaczenie miał pałac w XIX w., gdy był jedną z głównych siedzib Czartoryskich. Stał się jednym z centrów galicyjskiego życia politycznego i kulturowego. Gościł tu Julian Ursyn Niemcewicz, Tadeusz Kościuszko, bywał car Aleksander I.
Pałac niszczał podczas dwóch wojen światowych i aż do lat osiemdziesiątych XX w. nie miał gospodarza. Tkwił w ruinie, był okradany. Straż pożarna ćwiczyła na nim gaszenie pożarów. Dopiero nowy właściciel, przedsiębiorstwo "Igloopol" wyremontował, a właściwie odbudował konstrukcję pałacu w latach osiemdziesiątych. W latach dziewięćdziesiątych XX w. pałac stał się własnością Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa, która doprowadziła budynek i otaczający go park oraz zabudowania towarzyszące do obecnego stanu. Obecnie mieści się w pałacu hotel z całkiem niezłą restauracją w oficynie dworskiej.
Po długim i męczącym dniu, spędzonym głównie w autokarze (ok. 500 km trasy) przyjechaliśmy na kolację i nocleg do Arłamowa.
Był to za czasów PRL jeden z dwóch (obok Łańska koło Olsztyna) ośrodków wypoczynkowych dostępnych tylko dla najściślejszej elity partyjno-rządowej. Goszczono tu nie tylko przywódców państw bloku komunistycznego, ale także prezydentów, premierów oraz koronowane głowy z Zachodu. Podczas stanu wojennego Arłamów został wybrany na miejsce internowania pierwszego przewodniczącego "Solidarności" Lecha Wałęsy.
Obecnie ośrodek dostępny jest dla wszystkich. Jest bardzo pięknie położony, wokół panuje cisza, spokój i rozciąga się piękny widok na okoliczne góry. Położenie ma tylko jedną wadę: ponieważ od Przemyśla trzeba tu jechać jeszcze ok. 30 km jedyną, dość wąską drogą przez las, to w przypadku jakichkolwiek prac na drodze (np. zwózka drzew) samochody muszą „odstać” swoje. My czekaliśmy (na szczęście tylko raz) na wyjazd z ośrodka godzinę. Przyjęliśmy to z pokorą i humorem. W końcu byliśmy tu tylko gośćmi...
Pierwszy przystankiem następnego dnia było Arboretum Bolestraszyce.
Arboretum założone w 1975 roku należy do najcenniejszych zabytków przyrody i kultury Małopolski. W Bolestraszycach łączy się historia i czas współczesny. Historia to park i dwór, w którym w połowie XIX w. mieszkał i tworzył znakomity malarz Piotr Michałowski. Arboretum obejmuje także dziewiętnastowieczny fort dawnej Twierdzy Przemyśl. Wiekowe drzewa, pozostałe z dawnych ogrodów zamkowych, stanowią malowniczy akcent wśród nowych nasadzeń, na które składają się gatunki obcego pochodzenia i rodzime drzewa, krzewy oraz rzadkie, zagrożone, ginące i chronione gatunki roślin. Organizatorem i dyrektorem Arboretum był w latach 1975-2001 prof. dr hab. Jerzy Piórecki, a od 2001 roku dyrektorem jest jego syn dr Narcyz Piórecki.
W Muzeum Przyrodniczym prezentowana jest wystawa "Chrońmy ptaki”, wystawa fotograficzna autorstwa prof. J. Pióreckiego "XXV lat Arboretum Bolestraszyce", a także wystawa motyli nocnych oraz wystawa dendrologiczna - szyszek, przekrojów i skamielin. Na terenie Arboretum prezentowane są również oryginalne rzeźby z wikliny powstałe w czasie Międzynarodowych Plenerów Artystycznych "Wiklina w Arboretum". Powierzchnia arboretum zajmuje 25 ha, a znajduje się w nim 2200 drzew i krzewów, 1200 roślin zielnych oraz 180 roślin szklarniowych.
Spacer po arboretum dał nam wiele radości. Kontakt z żywą naturą jak zwykle nastroił wszystkich pogodnie, a atrakcją dnia stał się rezydujący w parku paw, który wspaniale pozował nam do zdjęć.
Kolejnym punktem programu był zespół pałacowo – parkowy w Krasiczynie, wybudowany na przełomie XVI i XVII wieku przez rodzinę Krasickich.
Zamek powstały z rozbudowanej fortalicji, otoczony od wschodu, południa i północy fosą, zbudowany został w formie czworoboku. Ściany ustawione ma zgodnie ze stronami świata, a w narożach zamku stoją cztery baszty o różnych kształtach i wysokościach. Baszta południowo-zachodnia nazywana jest Boską, północno-zachodnia – Papieską, północno- wschodnia – Królewską, a południowo-wschodnia - Szlachecką. Całość stanowi wspaniałe dzieło architektoniczne. Budowa zamku trwała od roku 1592, w którym Stanisław Krasicki położył fundamenty, do 1608, kiedy to jego syn Marcin dokończył dzieło. Wybudowany przez nich pałac przewyższa swą wspaniałością wiele rezydencji w Polsce, ustępuje miejsca jedynie tak wspaniałym, jak Wawel czy Baranów Sandomierski. Za czasów Marcina Krasickiego na zamku gościli królowie Zygmunt III Waza, Władysław IV, Jan Kazimierz i August II.
Naszą uwagę zwróciła przede wszystkim zewnętrzna dekoracja rezydencji, wykonana techniką sgraffiti, zajmująca siedem tysięcy metrów kwadratowych rysunku.
Zwiedziliśmy też wnętrze kaplicy położonej w baszcie Boskiej, które zachowało do dziś najwięcej śladów dawnej świetności. We wnękach kaplicy zachowały się oryginalne, siedemnastowieczne malowidła ścienne. Są jednak mało czytelne, wiadomo tylko, że są o tematyce biblijnej i historycznej. W drugiej połowie XVII wieku pod kaplicą urządzono kryptę grobową. Spoczywają w niej zwłoki członków rodziny Sapiehów zmarłych w XIX wieku. Po 1631 roku, czyli po śmierci Marcina Krasickiego, który zmarł w wieku 59 lat bezpotomnie, dobra krasiczyńskie przechodziły z rąk do rąk, przeżywając chwile rozkwitu i klęsk.
W dziejach zamku największą klęską był przypadkowo wzniecony pożar w 1852 roku, który spowodował ogromne spustoszenie. Duże straty wyrządziły na zamku walki toczone o twierdzę przemyską w czasie I wojny światowej. Prace remontowe przerwał wybuch II wojny światowej. Zamek został doszczętnie zdemolowany. W 1940 r. całkowicie zniszczono zabytkowe wnętrze kaplicy. Sowieci porozbijali grobowce Sapiehów, a ciała sprofanowali. W zamku urządzono sowiecki szpital wojenny. Dopiero w 1950 r. rozpoczęto prace budowlane związane z odrestaurowaniem skrzydła wschodniego i północnego, które przeznaczono na ośrodek szkoleniowy dla Związku Samopomocy Chłopskiej. W 1955 r. zamek przejęło Ministerstwo Leśnictwa i Rolnictwa, tworząc tu Technikum Leśne z internatem. Zaczęto odbudowę baszty Papieskiej i Królewskiej. W 1971 r. pieczę nad zamkiem przejęła Fabryka Samochodów Osobowych w Warszawie, która wraz z Ministerstwem Kultury zleciła remonty i konserwację. Prace remontowe nie przyniosły oczekiwanych efektów. W 1990 r. na mocy decyzji wojewody przemyskiego FSO stała się właścicielem zamku, wznowiono również prace remontowe pod kierownictwem prof. Marka Kwiatkowskiego. Od 1998 r. właścicielem zamku jest Agencja Rozwoju Przemysłu S.A. w Warszawie.
Po smacznym obiedzie w Krasiczynie pojechaliśmy do Przemyśla.
Jan Długosz przytacza w swoich kronikach legendę o założeniu Przemyśla w VII wieku przez przywódcę plemienia Przemysława, od którego imienia gród miał wziąć swoją nazwę.
Położony w strategicznej „Bramie Przemyskiej” gród był bardzo cenną zdobyczą dla władców i książąt tej części Europy. Wielokrotnie najeżdżany Przemyśl przechodził z rąk do rąk zdobywany m.in. przez Rusinów i Węgrów. Ostatecznie Przemyśl przyłączył po 1340 roku ponownie do Polski król Kazimierz Wielki, który nakazał zbudować na górującym nad miastem wzgórzu gotycki zamek. Od tego wydarzenia Przemyśl trwał wiernie przy Rzeczpospolitej aż do rozbiorów. Potem przeszedł w ręce Austriaków, którzy docenili strategiczne położenie Przemyśla podejmując decyzję o wybudowaniu tu potężnej twierdzy. Pierwsze prace fortyfikacyjne wykonano w 1854 roku, a prowadzono je aż do wybuchu I wojny światowej. Na wzgórzach wokół Przemyśla powstała jedna z najważniejszych twierdz Europy, która miała za zadanie zatrzymać nadciągającą ze wschodu armię rosyjską. Wkrótce po wybuchu I wojny światowej wojska rosyjskie dwukrotnie zaatakowały twierdzę, za drugim razem ją zdobywając. W wyniku trzeciego oblężenia połączone siły austro-węgierskie i niemieckie zdobyły na początku czerwca 1915 roku ruiny fortów.
Po I wojnie światowej Przemyśl stał się trzecim co do wielkości polskim miastem w tej części kraju, po Krakowie i Lwowie. Stacjonował tu duży garnizon Wojska Polskiego, którego żołnierze wzięli czynny udział w obrony ojczyzny we wrześniu 1939 roku.
II wojna światowa była tragicznym rozdziałem w historii Przemyśla. Miasto stało się miejscem regularnych walk niemiecko-sowieckich, które spowodowały ogromne zniszczenia w większości zabytkowych budowli. Zginęło wielu mieszkańców, w tym niemal cała ludność pochodzenia żydowskiego, rozstrzelana lub wymordowana w obozach śmierci.
Po wojnie ludność ukraińska została w większości wysiedlona do ZSRR lub na Ziemie Odzyskane. W Przemyślu i jego okolicach osiedlili się Polacy wypędzeni ze swoich domów na dawnych Kresach, które przypadły sowieckiej Ukrainie.
Komunistyczne władze sprowadziły Przemyśl do roli niewiele znaczącego miasta powiatowego. Sytuacja Przemyśla nieco się polepszyła po podniesieniu go w 1975 roku do rangi miasta wojewódzkiego. Po ostatniej reformie administracyjnej i zlikwidowaniu województwa przemyskiego Przemyśl stał się ponownie miastem na prawach powiatu.
Spacer po mieście zaczęliśmy od unikalnego rynku, który nie dość, że ma formę prostokątną, to jeszcze jest pochyły. Okalają go piękne kamienice pochodzące z XVI i XVII wieku, przebudowane niestety w dwa wieki później, ale z oryginalnymi podcieniami. Na rynku stoi fontanna z kroczącym niedźwiedziem, którego wizerunek widnieje w herbie miasta. A z boku na ławeczce przysiadł słynny wojak Szwejk, który zgodnie z opisem J. Haška przebywał tu w 1915 roku. Wielu z nas zrobiło sobie pamiątkowe zdjęcie przy tej sympatycznej rzeźbie.
Miasto jest siedzibą dwóch archidiecezji: rzymskokatolickiej i greckokatolickiej. Odwiedziliśmy archikatedrę rzymskokatolicką z piękną późnobarokową dzwonnicą, a także archikatedrę greckokatolicką. w dawnym barokowym kościele Najświętszego Serca Jezusa wzniesionym dla jezuitów w XVII wieku. W 1991 roku papież Jan Paweł II przekazał kościół grekokatolikom, którzy przystosowali go do potrzeb obrządku wschodniego. We wnętrzu świątyni zobaczyliśmy piękny zabytkowy XVII-wieczny ikonostas z cerkwi w Lubaczowie.
Mijając kolejne zabytkowe kościoły i kamienice wdrapaliśmy się powoli na Wzgórze Zamkowe. Stoi tam zamek wzniesiony po 1340 roku przez króla Kazimierza Wielkiego, później gruntownie przebudowany w XVI wieku. Dziś jest siedzibą m. in. najstarszego w Polsce teatru amatorskiego „Fredreum”. Na dziedzińcu zamkowym obejrzeliśmy odkopane pozostałości rotundy i palatium – budowli z okresu panowania Bolesława Chrobrego.
Przemyśl to bardzo urokliwe miasto, przypominające swoją architekturą i klimatem Lwów. Żałowaliśmy, że tak mało mieliśmy czasu na jego zwiedzenie i część obiektów widzieliśmy tylko z okien autokaru, m. in. pomnik Orląt Przemyskich poświęcony młodzieży poległej w walkach w latach 1918-1920, piękne planty, wspaniałe zabytkowe kamienice i cmentarze. Obiecaliśmy sobie, że wrócimy tu w miarę możliwości indywidualnie (choć to tak daleko) i spędzimy w tym mieście choćby dwa-trzy dni.
Trzeciego dnia zwiedzanie zaczęliśmy od Kalwarii Pacławskiej.
Z powstaniem Kalwarii wiąże się legenda, która mówi, iż Andrzej Maksymilian Fredro, znany pisarz polityczny i historyk z XVII wieku, podczas polowania zapuścił się w głąb lasu w pogoni za jeleniem i w miejscu, gdzie dziś stoi kościół, miał ujrzeć między rogami tegoż jelenia jaśniejący krzyż. To wydarzenie miało go skłonić do zbudowania w tym miejscu kościoła, klasztoru i założenia kalwarii, na wzór jerozolimskiej drogi krzyżowej. W roku 1665 wybudowano drewniany kościół i klasztor, do którego Fredro sprowadził franciszkanów. Zakonnicy przybyli do Kalwarii w roku 1668 i posługują tu do dnia dzisiejszego. Lokalizacja klasztoru na tym terenie związana była z koncepcją tworzenia szeregu twierdz nad rzeką Wiar, które za zadanie miały wzmacniać "bramę przemyską". Dlatego kościół i klasztor otoczono fosą i pięcioboczną fortecą bastionową. Długość drogi krzyżowej w Kalwarii wynosi około 1662 m. Klasztor i kościół w Kalwarii Pacławskiej przetrwał do naszych czasów, a odwiedzają go tłumy wiernych.
Kolejnym przystankiem naszej podróży były Myczkowce, znane z zapory na Sanie, ale od jakiegoś czasu nie tylko. Na terenie Ośrodka Wypoczynkowo – Rehabilitacyjnego Caritas w Myczkowcach w 2007 roku powstało Centrum Kultury Ekumenicznej im. Jana Pawła II. Jest to park miniatur architektury drewnianej skupiający makiety kościołów i cerkwi. Jednym z celów powstania było pokazanie różnorodności stylów bogatej sakralnej architektury drewnianej, właściwej poszczególnym grupom etnicznym na obszarze dzisiejszego pogranicza polsko-słowacko-ukraińskiego. Na obszarze ok. 0,8 ha, na 10 wzgórzach zostało ustawionych 140 makiet w skali 1:25 najstarszych drewnianych kościołów, cerkwi prawosławnych, greckokatolickich, z terenu południowo – wschodniej Polski, Słowacji i Ukrainy. Makiety zostały wykonane przez zespół osób pod kierunkiem Janusza Kuliga, rzemieślnika z Chmielnika koło Rzeszowa, natomiast architekturę terenu przygotował Norbert Piekarski z Bliznego. Uzupełnieniem ekspozycji jest muzyka i śpiewy religijne, odpowiednie poszczególnym grupom religijno- etnicznym, oraz kilkujęzyczny komentarz w punkcie informacyjnym.
To miejsce zrobiło na nas duże wrażenie i nastroiło nostalgicznie. Chodziliśmy wśród misternie wykonanych miniatur i słuchaliśmy delikatnie sączącej się muzyki. Dobrze, że jest takie miejsce, gdzie ratuje się od zapomnienia obiekty tak kruche i znikające z naszego życia (często ginące w pożarach lub po prostu niszczejące). I szkoda, że tak trudno tu trafić, bo wizyta w Centrum to wspaniała lekcja historii.
Z Myczkowców pojechaliśmy do Soliny. Po obiedzie poszliśmy na spacer po zaporze, która jest najwyższą zaporą wodną w Polsce. Jej wysokość to 82 m, wysokość spiętrzenia wody – 60 m, a długość – 664 m. Stworzenie tak olbrzymiego jeziora jak Solińskie wymagało zalania kilku wsi. Pod wodą znalazły się: Solina, Teleśnica, Sanna, Horodek, Sokole, Chrewt i duża część Wołkowyji. W ten sposób uzyskano pojemność jeziora 474 mln m3, a powierzchnię ok. 2100 ha (21 km kw.). Zapora, wybudowana w 1968 roku, spełnia przede wszystkim ważne zadania energetyczne oraz chroni okoliczne tereny przed powodziami. Stanowi też ciekawy obiekt turystyczny, ściągając rzesze turystów.
Popołudnie dopełniliśmy objeżdżając małą pętlę bieszczadzką. Widoki były niezapomniane!
Ostatni wieczór spędziliśmy w karczmie arłamowskiej przy smacznej kolacji i kieliszku wina.
A rano wybraliśmy się ponownie do Przemyśla, aby z bliska zobaczyć położony nad miastem kopiec tatarski. Jest on nie tylko jego najwyższym punktem, ale przede wszystkim najbardziej tajemniczym zabytkiem. Legenda mówi o pokonaniu (czyli zniesieniu) w I połowie XVI w. w tym miejscu Tatarów. Podczas walk zginął chan i w miejscu jego śmierci usypano kopiec-pomnik (tak nakazywały wschodnie obyczaje). Wzgórze na pamiątkę zwycięstwa nazwano "Zniesienie".
Kopiec obejrzeliśmy jednak z daleka, bo na podejście nie było już czasu, natomiast popatrzyliśmy z bliska na inny obiekt wybudowany stosunkowo niedawno – górujący nad miastem Krzyż Zawierzenia na Zniesieniu. Jako obiekt religijny wzbudzał podobno nieco sporów przy jego budowie. Natomiast jest z pewnością nieźle zaprojektowany architektonicznie i robi spore wrażenie.
Ostatnim już punktem programu naszej wyprawy był skansen w Kolbuszowej. Mieliśmy trochę obaw, czy spacer po skansenie się uda, bo zapowiadała się zmiana pogody. Przez cały czas wycieczki świeciło nam słońce, a tu nagle pojawiły się ciemne chmury. Okazało się, że i tym razem szczęście nam sprzyjało.
Koncepcja budowy skansenu eksponującego budownictwo Lasowiaków i Rzeszowiaków - grup etnograficznych zamieszkujących tereny południowo-wschodniej Polski - narodziła się jeszcze w końcu lat pięćdziesiątych ub. wieku. W 1970 roku została przeprowadzona wizja lokalna w Kolbuszowej. Pomysł zlokalizowania tu skansenu został z entuzjazmem przyjęty przez ówczesne władze lokalne. Po wykupieniu gruntów, które znajdowały się w obrębie planowanego parku etnograficznego od 1973 roku rozpoczęto przenoszenie tam wytypowanych wcześniej obiektów. Większość obiektów aktualnie znajdujących się na terenie ekspozycji była użytkowana aż do chwili przejęcia przez muzeum. W wielu przypadkach udało się pozyskać je razem z inwentarzem ruchomym, co umożliwiło wierne odtworzenie nie tylko architektury budynków i struktury całych zagród, ale także rekonstrukcję wnętrz przy wykorzystaniu oryginalnych sprzętów. Ogólna powierzchnia skansenu wynosi ok. 26 ha. Ekspozycja to nie tylko zabudowania, ale również otoczenie krajobrazowe: ogródki przydomowe, pola uprawne i zieleń rozdzielająca poszczególne zagrody. Zabudowę wkomponowano w urozmaicony teren porośnięty lasem i zagajnikami, a sektory dzieli w sposób naturalny duży staw hodowlany (ok. 4 ha) oraz przepływający przez skansen potok.
Spacer po skansenie miał walory nie tylko edukacyjne. Dał nam chwilę relaksu i zadumy nad przemijającym czasem. I jeszcze jedno: ten skansen żyje! Po starych zagrodach drepczą kury, chodzą owce i kozy, a w stawie pływają spore ryby. Można usiąść na ławce nad stawem lub przed starą chatą i zadumać się przez chwilę. Niestety, brak czasu i zaczynający padać deszcz zmusił nas do powrotu do autokaru.
Po obiedzie w Kolbuszowej ruszyliśmy do Warszawy. Z godziny na godzinę przybywało chmur i w końcu porządnie się rozpadało. Oczom własnym nie wierzyliśmy, kiedy wyszliśmy w Warszawie z autokaru i po deszczu nie było śladu. Chyba rzeczywiście los nam sprzyja...
Jesienią wyjeżdżamy na Mazury. I z niecierpliwością już na to czekamy!
| Publikacja: | 04-08-2009 | HB |
| Aktualizacja: | 07-08-2009 | MM |
Podstrony serwisu
-
Komunikaty:
-
Spory:
-
Integracja:
-
Radcowie Prawnicy zagraniczni:
-
Ubezpieczenie:
-
Aplikacja:
-
Doskonalenie:
-
Zagranica:
-
Oferty dla OIRP:
-
Struktura OIRP:
-
Temidium:
-
Biuro OIRP:
-
Niezbędnik:
-
Kontakt:
-
Pomoc techniczna:
-
:
Inne artykuly z kategorii: Klub Seniora
- Nasze spotkania w 2008 roku
- Nasze spotkania w 2007 roku
- Klub Seniora
- Nasze spotkania w 2006 roku
- Nasze spotkania w 2005 roku
- Nasze spotkania w 2004 roku
- Nasze spotkania w 2003 roku
Strona : [1]
Newsletter
wpisz e-mail
Jeżeli chcesz otrzymywać newsletter z wybranymi informacjami podaj swój adress e-mail.






